ej, świętoszki
ogarnęłam właśnie czemu wolę pisać bloga. no bo na to samo by mi wyszło gdybym pisała pamiętnik, nie? otóż... no nie. bo pamiętnik przeczytałaby tylko moja zdesperowana siostra, matka albo ojciec. tylko oni. a tak przeczyta to ktoś z nikąd, zobaczy, że jego lub jej życie nie jest takie do dupy, pośmieje się i w ten sposób rozjaśnię czyjś dzień. zrobię dobry uczynek może nawet uratuję kogoś od popełnienia samobójstwa. widzicie? głupota popłaca.
z innej beczki muszę przyznać, że siedzenie w domu sprzyja takim durnym przemyśleniom. bo oglądając po raz miliardowy 'stowarzyszenie wędrujących jeansów' stwierdziłam, że chcę już wakacji. boję się, cholernie, ale czekanie jest gorsze. no bo wiecie... w tym roku kończę gimnazjum i z tym się wiąże parę spraw. ale mniejsza o to w tej chwili. po prostu słucham sobie soundtracków z tej bajki o pingwinach, 'na fali' i leżę pod kocem dusząc się od kaszlu i myślę o tym co mnie czeka. problem w tym, ze ja jestem na to wszystko psychicznie przygotowana a zostało jeszcze kilka miesięcy. i trafia mnie szlag.
w ogóle to pięć minut temu miałam w głowie ułożone takie inteligentne i głębokie rozważania, a jak już wzięłam się za pisanie to wszystko poszło się jebać. czemu? to chyba przez mój charakter. nie potrafię ująć swoich myśli w słowa. i nie zawsze te myśli są mądre. tak ogólnie jestem raczej niezrównoważona i najpierw mówię albo robię, a potem myślę co właściwie się właśnie stało. pewnie przez to na każdej imprezie całuję się ze swoim byłym. i kiedy coś powiem to wszyscy mają skojarzenia. serio. moje życie jest bardzo trudne i skomplikowane. czy oba określenia nie mówią prawie o tym samym? kij. nie zapominajmy, że wspaniałe, ciekawe i nudne równocześnie moje życie też jest. ale to i tak nie jest ważne.
jedno z tych mądrzejszych przemyśleń dotyczyło tego, czy kiedy kogoś poznajemy to czy patrzymy na oczy. bo mogłabym przysiąc, że mało kto patrzy. kogo nie zapytam o swój kolor oczu to mówi szary albo zielony. a tu niespodzianka mam oczy błotne. głównie brązowe, ale z dodatkiem zieleni i szarego. nie wiem kto wymyślił taki denny kolor oczu. ale ja znowu zbaczam z tematu. chodziło mi o to, że gdy ja kogoś poznaję to poza charakterem, który poznaje się stopniowo, to ja patrzę na uśmiech, potem mimikę twarzy, oczy, fryzurę, ubranie i na końcu na coś czego nie umiem określić, ale co warunkuje swoboda bycia. że ktoś nie stoi z założonymi rękami itp. tylko tak po prostu. albo czy nie przegina od razu macając nowo poznane osoby. ale to też zależy od różnych rzeczy. i zawsze zwracam uwagę na śmiech. bo w śmiechu można wiele usłyszeć. brzmię jak nawiedzona psychopatka? żadna nowość.
swoją drogą, że nie mogę doczekać się wakacji, bo chcę w tym roku znaleźć sobie pracę. i nie martwcie się, ze znalezieniem jej problemu nie będzie. ja się bardziej martwię tym, że nie podołam. ale sądzę, że będzie dobrze. już się nie mogę doczekać aż nie będę musiała prosić o kasę na imprezy u-ła. i muszę na coś trochę odłożyć. jeszcze nie wiem na co, ale jak już odłożę to coś wymyślę.
dam wam radę... tej zimy podśpiewujcie pod nosem, tańczcie na środku chodnika/korytarza/ulicy/sklepu, śmiejcie się na cały głos i nie traćcie ducha. to pomoże przetrwać do wakacji i przy okazji poprawi wam humor. serio. no i można się świetnie bawić. te zdumione spojrzenia ludzi...
jeszcze mi się nie znudziliście,
A.
PS jak wyzdrowieję to pewnie nie będę już pisać codziennie ale liczcie na to, że nie przestanę całkowicie. bo ja jestem ta od słomianego zapału.
hej ludzie
z początkiem nowego roku postanowiłam trochę dorosnąć i w końcu stać się osobą, którą być chcę i powinnam. jakkolwiek to brzmi. powzięłam odpowiednie kroki, czyli:
a) rzuciłam palenie (na szczęście trwało to palenie tylko pół roku),
b) zaprzestałam obgryzania paznokci, bo znowu zaczęłam a ciągłe chowanie dłoni to nie jest wyjście,
c) przestałam się tak wszystkim przejmować... ale z tym to zobaczymy ile wytrwam, skoro się WSZYSTKIM przejmuję. a wiem dobrze, że na niewiele spraw mam wpływ.
d) przeszłam ze swoimi dziwactwami do porządku dziennego.
e) skasowałam fotoblożka i jestem z tego dumna. problem w tym, że nie mogę się w ogóle nie uzewnętrzniać więc będę pisać bloga. o.
a jaką osobą chcę być? otóż... nie powiem, że zdołałam to kiedyś określić. po prostu są cechy charakteru czy sposób życia, który powinnam przyswoić i zawsze tego chciałam. ale brakowało mi motywacji. a teraz rozpoczynam rok zupełnie wolna i bez wcześniejszych zobowiązań.
nie mam chłopaka i okej to jest element dość stały, a ja nie czuję ogromnej potrzeby go zmieniać. kolejne... zawsze chciałam umieć tak po prostu cieszyć się chwilą. znaczy... umiem, czasami. ale zaraz potem dzieje się coś czym zaczynam się przejmować i wszystko się jebie. a szczerze mówiąc do mojego charakteru najbardziej pasowałoby bycie kimś dla kogo szklanka jest do połowy pełna, w czyim świecie zawsze świeci słońce, a kucyki pony tańczą kankana. dobra. kucyki pony niekoniecznie, bo słitasem być nie chcę.
ale wiecie co? postanowiłam zaakceptować to, że jestem wiecznie głodną i niewyspaną rudą zdzirą. no dobra. ta zdzira to też nie na poważnie, bo nawet nie umiem być wredna. ale kij. po prostu przestanę się martwić czymkolwiek. i tak będzie najlepiej.
nawet jeśli was nie znam, to życzę z okazji nowego roku dużo szczęścia w próbowaniu nowych smaków życia, strumieniami płynącego alokoholu i kawy oraz najlepszych imprez w mieście.
już was kocham,
A.
| Layout by Flo. for Layout4you |